Patologie polskie – Smutna historia okradanego mieszkania

Historia mojego mieszkania jest smutna i kosztowała mnie wiele nerwów i pieniędzy. Opowiem ją w skrócie ku przestrodze.
Wszystko było dobrze do momentu w którym musiałem wyjechać z Polski, do pracy, na inny kontynent. Najpierw trafiła się para najemców (poźniej małżeństwo), które solennie obiecywało opiekę nad mieszkaniem i płacenie regularne czynszu. I tyle z tego było, bo od razu gdy wyjechałem zaczęli świadomie oszukiwać na czynszu i rachunkach, nie płacąc za siebie, zadłużając lokal, którego byłem właścicielem łącznie na kwotę przekraczającą 10 tys. zł. Po prostu jak tylko zobaczyli, że mnie nie ma przestali płacić czynsz i rachunki za wodę i energię (przez ponad 7 miesięcy od marca do 10 października). Z lokalu zniknęła też wanna.
Osoby te, podczas mojego pobytu za granicą zajmowały bez mojej zgody lokal nie płacąc za niego mimo podpisania umowy (otrzymywały też wiadomości dotyczące opuszczenia zajmowanego mieszkania w ramach nie płacenia swoich rachunków, ale tego nie zrobiły) i unikały wszelkiego kontaktu ze mną i moją rodziną w Polsce (zmieniali numery telefonów, ignorowali wiadomości sms i emaile).
Osoby te z pełną tego świadomościa doprowadziły do stanu przedlicytacji komorniczej lokalu (nie informując mnie o tym ani o innych wiadomościach ze spółdzielni mieszkaniowej w Rudzie Śląskiej), a następnie obiecały spłatę wstępnego zadłużenia lokalu potwierdzając to własnoręcznym podpisem (do 10 października 2013 roku) czego oczywiście nie zrobiły.
Oczywiście, tuż po powrocie na krótki urlop do kraju odwiedziłęm swoje mieszkanie – dziwne tłumaczenia oszustów o braku pieniędzy itp. nie przekonały mnie tym bardziej, że w lodówce nie brakowało m.in. alkoholu. Dodam, że prośby o interwencje wysyłąne na policję czy do spółdzielni mieszkaniowej (prośba o odcięcie wody) były zbywane, a SM naliczyła wysokie odsetki za opóźnienia w płaceniu czynszu.
Pech nie opuszczał niestety ani mnie ani mojego lokalu, bo jedni oszuści wynieśli się z domu, a do lokalu trafił inny typ, podający się za rzeźbiarza, który starał się robić dobre wrażenie, a kiedy tylko wyjechałem z Polski zaczął robić to samo.
Na kolejny urlop mogłem wrócić do kraju po 8-9 miesiącach. I znów to samo – tłumaczenia I wykręty, czynsz nie był płacony przez większośc tego czasu. Spółdzielnia oczywiście po raz kolejny popisała się nałożeniem wysokich odsetek. Obietnica spłat w ratach, częściowe uregulowanie długu, obietnice i chęć kupna mieszkania i kolejny raz to samo, czyli wyjazd i brak spłat czynszu.
Kolejna podobna historia przekonała mnie, że w Polsce trudno znaleźć uczciwego najmującego jakikolwiek lokal. Oszust w końcu uciekł z kluczami zanim zdążyłem wrócic do kraju i jak się później okazało zostawił mi kolejne długi i bardzo zniszył mieszkanie.
Problem w tym, że skradł także klucze od skrzynki i do wszelkiej korespondencji nie miałem dostępu co było fatalne w skutkach ponieważ rzeźbiarz-oszust zadłużył lokal na rachunkach energetycznych. Gdy zgłosiłem sprawę na policję polecono mi żebym nie zawracał głowy tylko wniósł pozew do sądu.
Sprzedałęm w końcu mieszkanie przez agencję – szybko, na raty I za niską cenę, bo już nie miałem siły szarpać się z tym wszystkim ale niespodzianki wcale się nie skończyły. Najpierw spółdzielnia doliczyła zaskakująco wysoki czynsz (choć przez ostatnie miesiące nikt tam nie mieszkał i nie było żadnego zużycia), a na konto włamał mi się komornik zabierając ok. 2500 zł za zaległy rachunek za energię (spora część to po prostu prowizja dla komornika). Komornik twierdzi, że wysłał listy monity do spłaty zadłużenia listem poleconym. Pytanie tylko jak je wysyłał skoro nic do mnie nie dotarło? Żaden list. Oczywiście, moim zdaniem nic nie wysłał tylko bez informowania o niczym ogołocił bankowe konto.
W akcie desperacji złożyłem pozew wobec spółdzielni o naliczanie nadmiernych kosztów (m. in. na fundusz remontowy choć przez 10 lat nic nie zrobiono w budynku oprócz zniszczenia ściany w kuchni, za wywóz śmieci choć nikt w lokalu przez wiele miesięcy nie mieszkał itp.). Sama spóldzielnia ma dużą siedzibę i zatrudnia wiele osób, które żyją z przeszacowanych moim zdaniem wpłat (ostatni czynsz wynosił ponad 700zł miesięcznie). Chciałem dowiedzieć się na co wydawane są pieniądze lokatorów. Sąd pozew oddalił wzywając mnie do wpłaty blisko 2000 zł na konto spółdzielni jako koszt procesu. Czy stawienie się do sądu spółdzielnczego prawnika kosztuje 2000zł? Trudno powiedzieć mam jednak nadzieję, że to koniec naciągania mnie na przeróżne wpłaty i koszta.
Dodam, że sąd konsekwentnie odrzuca pozwy wobec osób, które okradły mnie na rachunkach na 20 kilka tys. zł argumentując to, a to dosłaniem kolejnych wersji pozwu, podaniem adresu czy nazwisk osób, które chce pozwać, choć nazwiska i adres są podane.
Sąd także do tej pory nie zwrócił mi pieniędzy, które wpłaciłem razem z pozwem na poczet rozpoczęcia sprawy mimo, że prosiłem o to kilkukrotnie. Częsciowo za to pobrał je na poczet sprawy wobec spółdzielni choć wcześniej tłumaczono mi, że taka procedura nie jest możliwa.
List ten pisze ku przestrodze, by pokazać, że należy bardzo uważać z wynajmem mieszkania jeśli wyjeżdza się z kraju, bo nikt właścicielowi mieszkania nie pomoże, a jedyne czego może oczekiwać to przedzieranie się przez niespłacone rachunki oszustów i różne patologie napotykane po drodze.
Imię I nazwisko do wiadomości redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *