Jeśli chodzi o wolność mediów w Polsce, bardziej od PiS-u boję się tylko Google’a

Rok 2025, Polska, Wrocław. Dwóch niezależnych bloggerów właśnie spuszcza w ubikacji pendrive’y, na których kolportowali swoją stronę internetową, ponieważ dostali od sąsiada cynk, że na schodach w klatce już węszy Googlecja.

Wierzcie mi, nie jestem cięty na Google. Broniłem ich, jak tylko mogłem, w sporze z niemieckimi i hiszpańskimi wydawcami prasy. Otóż wymyślili oni sobie wtedy, że Google powinien im płacić za to, że wyświetla zajawki ich newsów, co wydało mi się kompletną bzdurą. Bo jestem skłonny założyć się, że nikt nie kierował do nich równie wiele ruchu, co właśnie gigant światowego internetu. I domaganie się za to jeszcze pieniędzy… To było po prostu niesmaczne.

Ale Google wcale nie jest żadnym dobrym wujkiem i moim zdaniem wraz z Facebookiem realizuje proces postępującego anektowania internetu, przy czym Google ma większe możliwości i jest przez to znacznie groźniejsze.

Oba serwisy dzielą sieć między siebie, powoli pożerając już nie tylko kompletną drobnicę, ale i małe imperia medialne. Kwestią czasu jest, aż zapukają do tych większych. Zauważcie, że – pisałem o tym na Spider’s Web – internauci już coraz częściej nie wiedzą jaki w ogóle serwis czytają. Przychodzą bezrefleksyjnie z Google lub Facebooka i równie szybko odchodzą. A Google i Facebook starannie pilnują, żeby przypadkiem nie wyeksponować zbytnio witryny, do której odsyłają. Facebook miał swoje Instant Articles. Był już o krok od tego, żeby przycisnąć wydawców, by publikowali na Facebooku – “po co wam wasze serwery”. Na szczęście im się nie udało zbyt skutecznie przeforsować tego patentu.

Bardziej od PiS-u boję się tylko Google’a

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *