Patologie w sądach są od lat. Czy to jest nepotyzm?

Syn sędziego z Suwałk miał dostać pracę w Olecku. Ojciec syna wspierał. Sąd Apelacyjny w Gdańsku nie dostrzegł w tym niczego złego. Zareagować musiał dopiero Sąd Najwyższy. Bo granice nepotyzmu zostały przekroczone. Niestety, ale z takimi sytuacjami wciąż mamy w naszych sądach do czynienia i nic nie wskazuje na to, aby to się w najbliższym czasie zmieniło – mówi Jacek Żalek, poseł z woj. podlaskiego, członek sejmowej komisji sprawiedliwości.
Barbara Zawisza, wiceprzewodnicząca sędziowskiego stowarzyszenia Iustitia też łapie się za głowę. – Takie historie są niedopuszczalne i jest mi wstyd, że dochodzi do nich w naszym środowisku – dodaje.
W 2011 roku w Sądzie Rejonowym w Olecku przeprowadzano nabór na jedno wolne stanowisko sędziego. Zgłosiło się 22 kandydatów. W tym syn sędziego Sądu Okręgowego w Suwałkach Waldemara M. Całą rekrutację przeprowadzała właśnie suwalska „okręgówka”, której Olecko podlega. Sędzia M. oceniał kilku z kandydatów. Na szczęście, nie swojego syna. Wystawił pozytywne oceny, jednak z zastrzeżeniami. Z tego, że ojciec ocenia, a syn kandyduje doskonale zdawał sobie sprawę ówczesny prezes suwalskiego sądu Ryszard F. Jednak w żaden sposób nie zareagował. W sprawie oceny kandydatów najpierw zebrało się 6-osobowe kolegium suwalskiego sądu. Tam syn Waldemara M. uzyskał maksymalną liczbę głosów. Musiało to jeszcze zatwierdzić ogólne zgromadzenie sędziów. Tutaj synowi nie udało się już zapewnić wystarczającego poparcia. W głosowaniu zajął drugie miejsce. Całość dokumentacji trafiła do Krajowej Rady Sądownictwa. To tam miały zapaść ostateczne decyzje, kto zostanie sędzią w Olecku. Ale członkowie KRS stosunkowo szybko zorientowali się, że coś tu nie gra. Bo skojarzyli nazwiska ojca i syna. Cała procedura została więc unieważniona. Ostatecznie stanowisko sędziego w Olecku objęła osoba spoza Suwalszczyzny. Odbyło się to bez udziału tutejszego sądu. Krajowa Rada Sądownicza podjęła taką decyzję w połowie 2012 roku. Uznała jednak, że nad tą sprawą do porządku dziennego przejść nie można. Złożyła więc wniosek do rzecznika dyscyplinarnego sędziów. Ten przeprowadził swoje postępowanie i uznał, że zasady etyki sędziowskiej zostały naruszone. Wystąpił więc o dyscyplinarne ukaranie zarówno Waldemara M., jak i Ryszarda F. Sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Wyrok zapadł tam w marcu ubiegłego roku. Sąd uznał, że właściwie… nic się nie stało. Bo podobne praktyki są w polskim wymiarze sprawiedliwości powszechne – dzięki matce pracę dostaje syn, a dzięki ojcu – córka. Albo – odwrotnie. Suwalczanie mieli „nie uchybić godności sędziego”, bo nie zdawali sobie sprawy z tego, że nepotyzm nie przystoi. Na takie orzeczenie zareagować musiał, po odwołaniu rzecznika dyscyplinarnego, dopiero Sąd Najwyższy. – Głosowanie na własne dziecko nie jest w porządku i może kształtować niewłaściwy społeczny odbiór wymiaru sprawiedliwości – zauważył sprawozdawca Jan Górowski. Dodał, że każdy sędzia jest zobowiązany postępować zgodnie ze ślubowaniem i zarówno w pracy, jak i poza nią unikać wszystkiego, co mogłoby przynieść ujmę zawodowej godności. Powinien kierować się zasadami uczciwości, honoru, poczuciem obowiązku oraz przestrzegać dobrych obyczajów. Nie wolno mu wykorzystywać swego statusu do wspierania interesu własnego lub innych osób. Ważny jest przy tym odbiór społeczny danego zachowania, a nie widzimisię sędziego czy jego kolegów. „Członkowie rodzin nie powinni brać udziału w głosowaniu dotyczącym ich krewnych” – podsumował Sąd Najwyższy i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. Teraz, po raz kolejny, zajmuje się nią gdańska apelacja. Pracują całe rodziny Obaj suwalscy sędziowie uważają, że są niewinni. Ich obrońca, Witold Neuman, stwierdził nawet, iż pełnią rolę kozłów ofiarnych. – Bo odpowiadają za cały wymiar sprawiedliwości – dodał. Na poparcie swoich tez przytoczył podobny przypadek z Lublina. Tam jednak sędzia nie oceniała kontrkandydatów córki, a „jedynie” brała udział w głosowaniu. To nie przypadek, że polskie sądy pełne są osób o tych samych nazwiskach. Mężowie głosują na żony, żony ma mężów. W sądzie w Suwałkach pewien sędzia nie zezwolił nam swego czasu na dostęp do części akt. Żadnych racjonalnych argumentów nie podał. – Możecie odwołać się do prezesa tutejszego sądu – stwierdził. Nawet nie próbowaliśmy, bo prezesem jest jego żona. Niemal 10 lat temu jeden z białostockich dzienników zamieścił tekst pod tytułem „Mamo, tato ja też chcę być sędzią”. Dziennikarka opisała sytuację w Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku. Na 28 sędziów 13 miało dziecko lub krewnego w tej samej instytucji. Ba, niektórzy nawet po dwie osoby. Artykuł jest pełen przykładów dotyczących tego, jak mamusie i tatusiowie wspierają swoje dzieci. Janusz Dubij, ówczesny prezes białostockiej apelacji, mówił dziennikarce, że dzieci prawników mają łatwiej, bo są lepiej przygotowane. W domu rozmawia się na te tematy, a młodzi tego słuchają. Na pytanie, jakim cudem syn prezesa też znalazł zatrudnienie w tym sądzie, tyle że jako informatyk, odpowiedź była prosta: – Co w tym złego? Nie ma woli politycznej Czy od tamtej publikacji coś w naszych sądach się zmieniło? – Jeśli już, to pewnie na jeszcze gorsze – uważa poseł Jacek Żalek. 10 lat temu pojawiały się pomysły, by kwestie związane z nepotyzmem w adwokaturze, wśród radców prawnych i notariuszy uregulować prawnie. W następnej kolejności mieli być sędziowie. – Dzisiaj żadnych takich pomysłów nie ma – dodaje Żalek. – Brakuje bowiem woli politycznej, by te sprawy w końcu uregulować. Według posła, podstawową kwestią jest to, by sędziowie nie orzekali we własnych sprawach. Bo wtedy zapadają takie wyroki, jak ten pierwszy w gdańskim sądzie. – Wydaje mi się, że wszystkie osoby chronione immunitetami powinny odpowiadać przed Trybunałem Stanu – dodaje. – Ta instytucja musiałaby być jednak gruntownie zreformowana i odpolityczniona. W jej skład powinni wchodzić sędziowie oraz tzw. zwykli obywatele. Barbarze Zawiszy wydaje się natomiast, że takich przypadków, jak suwalski, w środowisku jest jednak coraz mniej. – Mogę podać przykłady wyłączania się sędziów przy tego typu głosowaniach – mówi. Zdaniem przedstawicielki sędziowskiego stowarzyszenia, dobrze, że media takimi sprawami się zajmują i je nagłaśniają. Bo to tym, którzy uważają, iż sędziemu wszystko wolno, może przemówić do wyobraźni.

http://www.wspolczesna.pl/magazyn/art/4879987,patologie-w-sadach-czy-tutaj-nadal-kroluje-nepotyzm,id,t.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *